Polska
jest chyba jedynym krajem w którym ludzie jeszcze wierzą w bajeczne
życie pisarzy - pisarz to dla przeciętnego Polaka mieszkaniec willi
z basenem i polem golfowym; to ten, który zbija bąki, popija piwo i
stuka w klawiaturę wypalając papierosa za papierosem. Nic bardziej
błędnego.
Aby
z literatury żyć trzeba albo pisać zapychacze literackie – tzw.
gniotki jak Kalicińska, Chmielewska, autorka Pięćdziesięciu
odcieni szarości czy Rowling (z całym szacunkiem dla Harrego
Pottera, który ukształtował moje dzieciństwo i którego wielbię
i wielbić będę – książka jest bardzo słaba technicznie),
ewentualnie kryminały lub średnich lotów fantastykę (wyjątki:
Sapkowski, Lem, Ćwiek, Martin) lub dzieła z wysokich półek,
najlepiej dwa-trzy rocznie (z polskiej półki: Pilch, Masłowska,
Karpowicz, Witkowski...). Trzeci podpunkt jest do zrealizowania
bardzo trudny i wymaga oczywiście wielkich nakładów talentu,
rzemiosła, doświadczenia i szczęścia. Oraz docenienia przez
krytyków. Ewentualnie można samemu zapłacić za nakład i pod
groźbą strajku głodowego rozkazać swoim bliskim wykupować
wszystkie pozycje z półek w niszowych księgarniach. Zazwyczaj
pisarze, szczególnie na rynku polskim, dorabiają w inny sposób –
piszą do czasopism, związani są z programami kulturowymi,
wykładają na uczelniach wyższych lub uczą czy nawet, o zgrozo,
wykonują jakiś zawód fizyczny lub zupełnie niezwiązany z szeroko
pojętą sferą sztuki, co oczywiście często spotyka się z
krytyką, bo jak tak można, artysta to przecież ktoś lepszy. Ano
nie, ale o tym będzie przy innej okazji.
Szum,
który powstał po opublikowaniu przez Kaję Malanowską
(przypominam: autorka "Patrz na mnie, Klaro!" nominowanej
do nagrody Nike)
porównać można do uderzenia
meteorytu w Czelabińsku;
żadna chyba jeszcze kobieta nie wywołała aż takiego oburzenia -
głównie
u przedstawicieli płci męskiej -
to
ciekawe. Na wiadomość, że za osiemnaście miesięcy pracy
otrzymała 6800 złotych zareagowali głównie mężczyźni –
rzucając się na świeżaka
w świecie literackim -
Malanowską. Nie będę teraz przytaczała wypowiedzi Krzysztofa
Vargi, Jacka Dehnela czy Jakuba Żulczyka (moim zdaniem najciekawsze,
choć bardzo szowinistyczne) – wspomnę tylko, że w obronie
pisarki stanęli Ignacy Karpowicz (i to w jakim stylu!) oraz Justyna
Sobolewska. Co się działo później? - odzew był wielki, Witkowski
próbował nawet wytłumaczyć biednej Kai, że on zaliczki dostaje
500 tysięcy, co oczywiście zakrawa o głupotę, bo to więcej niż
dochodu ma wydawca ze sprzedaży jego książek. Ale różni ludzie
chodzą po tym świecie, różni ludzie też piszą, co zrobić. Zbyt
wielu pisze, zbyt wąskie grono czyta, a
książki są zbyt drogie.
Co
ja na to? A to, że Malanowska niezbyt dla siebie szczęśliwe
naprzeklinała na facebooku: facebook medium odpowiednim do żalenia
się nie jest, czego się na facebooku nie napisze to brzmi
śmiesznie. Co zrobić. Z drugiej strony mogła się spodziewać
trochę więcej pieniędzy, biorąc pod uwagę i nominacje do Nike i
zainteresowanie krytyków i czytelników. "Patrz na mnie,
Klaro!" czytałam. Książka niezła, zrecenzowana zresztą
pozytywnie przez Karpowicza, może trochę zbyt kobieca, pod koniec
męczy i nuży... ale ja w sumie nie o tym. Naiwne to myślenie:
napisać książkę nie nastawioną na komercyjny sukces i oczekiwać
tysięcy na koncie. Naiwne to myślenie: narzekać na stan
czytelnictwa, który jednak nic nie zmienia. Naiwne to myślenie:
chcieć pieniędzy za swoją pracę.
Za
głupi uznaję argument przywołujący postać – wybitnego skąd
inąd pisarza – Joyca, który za swego "Ulisessa" dostał
tyle co nic. Chyba w sumie nic. Bo pisarz, to musi być teraz robot.
W dobie Kingi Rusin i Kasi Cichopek zgarniających miliony ze
sprzedaży pisarz musi być człowiekiem zaginającym dobę.
Pracującym, piszącym na zamówienie, piszącym dla siebie, mającym
zainteresowania, czas na rodzinę, podróże , nie narzekający.
Niczego nie chcącym.
Głupotą
jest to, że pisarz ze sprzedaży książki dostaje 10% zysku. To się
w głowie nie mieści.I
tak sobie myślę, że problem nie leży ani w Malanowskiej, ani w
nie czytających Polakach ani w kiepskim stanie literatury i gustu
tylko właśnie w tym. W zarobkach przeciętnego Polaka też, nie
ukrywajmy, ale ja nie powinnam o tym, ja powinnam milczeć. Żart za
Sobolewską:
„-
Czym się zajmujesz? - Jestem pisarzem. - No tak, ale jak zarabiasz
na życie?”.
Jak
pisać, panie premierze, jak pisać?
Zostało
jedno – pisanie traktować jak inwestycję, nie płakać i się nie
użalać. Marży empikowskiej tak łatwo się nie zmieni, stanu
czytelnictwa w Polsce też nie.
Myślę, że z czytelnictwem mimo wszystko będzie coraz gorzej. Według mnie większą przyszłość mają ebooki, niż zwykłe książki. Poza tym dopóki ceny książek nie będą adekwatne do zarobków potencjalnych czytelników autorzy nie będą w stanie żyć z pisania.
OdpowiedzUsuńCeny książek to jedno, czytelnictwo w Polsce też, ale ja traktuję pisarstwo jako inwestycję. Nie uważam, żeby każdemu pisarzowi należała się płaca jak za normalną pracę, bo nie można artystów traktować jak lepszą warstwę społeczną. Wielu pisarzy utrzymuje się z pisania i dorabia także pisząc lub działając - Pilch zgarnia kilkaset tysięcy złotych rocznie za książki, Masłowska ma stypendia, Kuczok także...Można tak wymieniać długo. Nikt z nich nie narzeka, a Malanowska zrobiła to bardzo nieelegancko. Pisanie to inwestycja jak każda inna. Jak już mówiłam: albo piszesz niezłą fantastykę/pozycje nastawione na komercyjny sukces, albo miłosne gnioty albo jesteś wybitny i wtedy to już z górki. Jestem za tym, żeby za wypożyczenie książki w bibliotece płacić autorowi 2 złote od egzemplarza - biznes byłby niezły. I też tak myślę, że ebooki to przyszłość, choć jak tak sobie porównuję to ich ceny niewiele się różnią od cen książek. No i Polski rynek... 10% dla autora, 40% dla Empiku to jakaś kpina...
UsuńAle często się tez zdarza, że książka jest rewelacyjna, ale nikt jej nie doceni, bo niestety nasze społeczeństwo woli kupić Grocholę, której książki nie należą do tych najwyższych lotów, nie oszukujmy się;)
UsuńOczywiście, że się zdarza, ale książki docenione przez krytyków prawie automatycznie zyskują sławę u czytelników, przykład - Pilch. No, ale oczywiście... Grochola zawsze sprzeda się lepiej. Niestety (choć jestem zdania, że lepiej czytać coś niż nie czytać nic).
UsuńHarry jest słaby, gdy spojrzy się na niego z dystansu - ale ja zawsze lubiłam narrację, możliwość wyobrażenia sobie wszystkiego... sentyment 4ever.
OdpowiedzUsuń(tylko Harry miał umrzeć na koniec! ;< )
z pisaniem to jak z muzyką. ludzie znajdują coś, czego akurat szaremu tłumowi teraz potrzeba (na przykład powieści o "wyuzdanym seksie", uhuhu), piszą byle gówno, wiadomo, że sukces będzie. a poziom książki? kaszana. 'artyści muzycy' zagrywają podobnie. jasne, jest mnóstwo dobrych, niesamowitych dzieł, ale nie ma rozgłosu, bo nie taki był cel. a autorzy jak żarli gruz z biedy tak żrą.
Ja jestem pokoleniem Pottera i czasami na siłę doszukuję się w tej książce wartości. Ale czytałam inne książki Rowling i były przynajmniej bardzo dobre. Cały czas jestem za tym, że pisarz to nie zawód (poza wyjątkami), pisarz to warsztat i praca po godzinach.
UsuńBardzo dobrze napisane. Jednak trzeba zauważyć, że Polska zawsze była, jest i będzie w tyle...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
http://and-after-all-the-obstacles.blogspot.com/
no cóż, mi pisarze kojarzą się jednoznacznie z artystami, a stąd równia pochyła do braku kasy. jakoś już tak jest na świecie, że jak coś nie jest praktyczne, użytkowe to ludziom się wydaje, że nie warto za to płacić.
OdpowiedzUsuńbardzo interesujący post,miło było tu wpaść.
A tak naprawdę to artysta-rzemieślnik. Zresztą... każdy jest artystą.
UsuńWillę to ma chyba tylko Stephen King, w odległym kraju w którego mit też w Polsce nadal wierzymy XD
OdpowiedzUsuńTą wojnę obserwuję, przyznam się, z dużym dość zainteresowaniem, może dlatego, że obracam się w środowiskach pseudoartystycznych i powiem szczerze- widzę, jak ci tzw. literaci nieraz wręcz rzucają się na ochłapy. Najfajniej jest, jak każdy twierdził że jest "ponad to" i "tworzy sztukę dla sztuki" ( tak, to głównie poeci) ale jak przyszło do podziału gaży za numer pewnego kwartalnika ot jeden drugiemu by oczy wydrapał XD Nie oszukujmy się- każdy za swoją działalność chce wyżyć. Wiem po sobie, że z tej artystycznej- choć to inna branża, no ale-jest trudno i trzeba pracować gdzie indziej, żeby rodzinę utrzymać. Więc tu zaczynają się po prostu schody- gdzie jest granica racjonalnego zarabiania, a gdzie też sprzedawnia? Ile tak naprawdę należy się za działalność artystyczną. I tak dale i tak dalej.
I w ogóle, jak to można wycenić nieraz?
Ale, w naszym piekiełku chyba nigdy do prostego porozumienia nie dojdziemy XD
King pisze na jedno kopyto, rzygam już nim. Ej! Ale akurat Karpowicz (znam prywatnie), jest z tych cudownych artystów, którzy myślą głową a nie chęcią kasy i jest naprawdę bardzo rzeczowy i sympatyczny... Podobna wojna wybuchła gdy Kalicińska napisała, że NIKE przyznaje się za opis szarej Polski (przeczytała tylko streszczenia książek). Cóż... jak już pisałam - za samo pisanie nikt płacić nie powinien, tak samo jak nikt nie płaci mi za śpiewanie pod prysznicem, a to też jakaś sztuka. :) Pisarze mogą dorabiać pisząc do czasopism i dużej części z nich to się udaje, ba! Mogą godnie żyć...
UsuńA ja go nadal lubię. Ale pewnie to przez pryzmat jego dawnych książek i tego, że ja czasem potrzebuję odmóżdżającego wręcz horroru do poduszki xD
UsuńBo tacy ludzie też są. Zresztą, jak wszędzie- są tacy co myślą, pasują do tego co robią i tacy...no szkoda gadać:)
Hm...pod prysznicem też śpiewam nie najgorzej XD Może to jakaś myśl , "Jak oni śpiewają pod prysznicem" i takie tam...XD
Przepraszam, wyobraźnia mnie ponosi, jak to często bywa XD
Z horrorów ostatnio przeczytałam trzy strony 50 twarzy Grey'a, bo uznałam, że żeby coś krytykować to trzeba to poznać. :)
Usuń