Nie wiem kiedy dokładnie w głowach maturzystów zakorzenił się
mit, że pracę maturalną (czyli szkic
interpretacyjno-analizyjny*) trzeba napisać pod klucz. A klucz
to – z prostej definicji zasłyszanej na jednym z forów – to, co
po głowie chodzi, skacze, biega i robi salta autorowi klucza.
Najprawdopodobniej korzenie tego zjawiska sięgają już czasów
prehistorycznych, kiedy to klucze ryło się na ścianach jaskiń.
Otóż nie. Trzy razy nie, powtarzam, parafrazując Rudnickiego.
Zacznę od tego co lubię najbardziej – obwiniania. A kogo
obwiniam za niewiedzę maturzystów? Polonistów. Ja miałam to
szczęście, że przez rok (jeden rok!) lekcje języka polskiego
prowadziła w moim liceum pani doktor mająca na dłoni nie tylko
serce, ale też rozum. I chętnie dzieliła się zarówno pierwszym
jak i drugim. Wyjaśniła, że magiczne myślenie pod klucz
to nic innego jak interpretacja dzieła zgodna z interpretacją
badawczą – czyli wysnutą przez jakiegoś teoretyka literatury.
Mało tego, ta interpretacja nie jest z tyłka wzięta, tylko oparta
o szerokie studium literaturoznawcze, biobibliograficzne i
zawieszone w tej zupie zwanej intertekstualnością. I nie ma na
celu, tak popularnego, stwierdzenia co autor ma na myśli! Co to, to
nie; a ten mit wciąż jest wyznawany przez maturzystów. Ma na celu
powiedzenie, co ktoś wybadał i jakie wnioski wysnuł na podstawie
danego tekstu. Bo literatura ma to do siebie (i to jest jej
największe piękno), że można ją interpretować na wiele
(logicznych oczywiście) sposobów. I tak oto w drugiej klasie liceum
dowiedziałam się, co o Kochanowskim sądził Ziomek (skrót: zrobił
karierę na śmierci córki a nawet nie pojawił się na jej
pogrzebie), jakie zarzuty wysnuł Gombrowicz przeciwko
Sienkiewiczowi (skrót: że kłamie i mami kobiety językiem!) i
wiele, wiele innych, tak bardzo przydatnych przy pisaniu matury –
rzeczy. Oczywiście, zawsze maturzysta może - a nawet powinien - wysnuć samodzielne wnioski dotyczące tekstu, za to dostaje się dodatkowe punkty,, ale liczy się przede wszystkim wiedza zdobyta. A wiecie po co to wszystko? Prace maturalne sprawdza się
hurtowo – i łatwiej coś ocenić mając dany schemat; jest to o
wiele bardziej sprawiedliwe niż ocenianie subiektywne tekstów
literackich, których walorów często nie można określić na
pierwszy rzut oka (przykład: twórczość Masłowskiej).
Tym bardziej dziwią mnie rzesze narzekających na maturę z języka polskiego: w dobie internetu zarówno wyjaśnienie analizy jak i interpretacji znajduję się... wszędzie. Telewizja huczy od wieści, że masz pokazać wiedzę zdobytą a nie popisać się własną błyskotliwością (od tego jest matura ustna, na całe szczęście za rok zostanie już zmieniona i będzie połączeniem i błyskotliwości i wiedzy). Nawet jeśli nie jesteś pewien do końca, jeśli nie znasz opinii badacza - napisz swoją, niekoniecznie trafioną, ale skup się przede wszystkim na analizie. Bo analiza to 60% pisemnej matury i właśnie dlatego dziwią mnie tak słabe wyniki niektórych sławetnych polskich pisarzy, którzy w ramach eksperymentu zdawali maturę ze swoich tekstów. Dziwi mnie, bo kto jak to, ale oni, jako twórcy literatury, powinni umieć rozłożyć ją na czynniki pierwsze i wręcz - zacytuję za Pilchem - roznicować technicznie.
Mała ściągawka dla maturzystów:
(analiza prozy)
1. Wstęp (2-3 zdania wprowadzające).
2. Narrator-świat przedstawiony (określenie narratora [ w której
osobie się wypowiada, do kogo się zwraca, czy ocenia wydarzenia,
czy uczestniczy w wydarzeniach, czy jest dysponentem ról, jaki
rodzaj mowy wprowadza, jakim językiem się posługuje, zabiegi
językowe i kompozycyjne, charakterystyka elementów świata
przedstawionego, postaci występujące we fragmencie, miejsce
wydarzeń, czas wydarzeń (fabularny i historyczny), główne
wydarzenie, zasada kształtowania świata przedstawionego, analiza
fragmentu – zdanie po zdaniu [w odniesieniu do tematu])
3. Konteksty (interpretacja tytułu, gatunek i cechy gatunkowe,
wskazanie kontekstów literackich)
4. Zakończenie (3-4 wnioski podsumowując, jeden z wniosków to
uwaga o uniwersalności)
Widzicie, matura to bzdura!
* tak, to ja, siedzę, bawię się i tworzę nowe słowa.
słuchaj, po prostu na coś narzekać trzeba.
OdpowiedzUsuńNarzekanie narzekaniem, ale potem wiedza o literaturze i maturze sprowadza się do "co autor/egzaminator miał na myśli", strasznie mnie to denerwuje.
UsuńMasz absolutną rację. Myślę, że aby być dobrym nauczycielem to trzeba "czuć" ten zawód. Mówię/piszę to absolutnie poważnie. Bez tego nie nauczy niczego uczniów, a może i nawet zniechęci.
OdpowiedzUsuń