poniedziałek, 31 marca 2014

Jak pisać, panie czytelniku?

Polska jest chyba jedynym krajem w którym ludzie jeszcze wierzą w bajeczne życie pisarzy - pisarz to dla przeciętnego Polaka mieszkaniec willi z basenem i polem golfowym; to ten, który zbija bąki, popija piwo i stuka w klawiaturę wypalając papierosa za papierosem. Nic bardziej błędnego.
Aby z literatury żyć trzeba albo pisać zapychacze literackie – tzw. gniotki jak Kalicińska, Chmielewska, autorka Pięćdziesięciu odcieni szarości czy Rowling (z całym szacunkiem dla Harrego Pottera, który ukształtował moje dzieciństwo i którego wielbię i wielbić będę – książka jest bardzo słaba technicznie), ewentualnie kryminały lub średnich lotów fantastykę (wyjątki: Sapkowski, Lem, Ćwiek, Martin) lub dzieła z wysokich półek, najlepiej dwa-trzy rocznie (z polskiej półki: Pilch, Masłowska, Karpowicz, Witkowski...). Trzeci podpunkt jest do zrealizowania bardzo trudny i wymaga oczywiście wielkich nakładów talentu, rzemiosła, doświadczenia i szczęścia. Oraz docenienia przez krytyków. Ewentualnie można samemu zapłacić za nakład i pod groźbą strajku głodowego rozkazać swoim bliskim wykupować wszystkie pozycje z półek w niszowych księgarniach. Zazwyczaj pisarze, szczególnie na rynku polskim, dorabiają w inny sposób – piszą do czasopism, związani są z programami kulturowymi, wykładają na uczelniach wyższych lub uczą czy nawet, o zgrozo, wykonują jakiś zawód fizyczny lub zupełnie niezwiązany z szeroko pojętą sferą sztuki, co oczywiście często spotyka się z krytyką, bo jak tak można, artysta to przecież ktoś lepszy. Ano nie, ale o tym będzie przy innej okazji.
Szum, który powstał po opublikowaniu przez Kaję Malanowską (przypominam: autorka "Patrz na mnie, Klaro!" nominowanej do nagrody Nike) porównać można do uderzenia meteorytu w Czelabińsku; żadna chyba jeszcze kobieta nie wywołała aż takiego oburzenia - głównie u przedstawicieli płci męskiej - to ciekawe. Na wiadomość, że za osiemnaście miesięcy pracy otrzymała 6800 złotych zareagowali głównie mężczyźni – rzucając się na świeżaka w świecie literackim - Malanowską. Nie będę teraz przytaczała wypowiedzi Krzysztofa Vargi, Jacka Dehnela czy Jakuba Żulczyka (moim zdaniem najciekawsze, choć bardzo szowinistyczne) – wspomnę tylko, że w obronie pisarki stanęli Ignacy Karpowicz (i to w jakim stylu!) oraz Justyna Sobolewska. Co się działo później? - odzew był wielki, Witkowski próbował nawet wytłumaczyć biednej Kai, że on zaliczki dostaje 500 tysięcy, co oczywiście zakrawa o głupotę, bo to więcej niż dochodu ma wydawca ze sprzedaży jego książek. Ale różni ludzie chodzą po tym świecie, różni ludzie też piszą, co zrobić. Zbyt wielu pisze, zbyt wąskie grono czyta, a książki są zbyt drogie.
Co ja na to? A to, że Malanowska niezbyt dla siebie szczęśliwe naprzeklinała na facebooku: facebook medium odpowiednim do żalenia się nie jest, czego się na facebooku nie napisze to brzmi śmiesznie. Co zrobić. Z drugiej strony mogła się spodziewać trochę więcej pieniędzy, biorąc pod uwagę i nominacje do Nike i zainteresowanie krytyków i czytelników. "Patrz na mnie, Klaro!" czytałam. Książka niezła, zrecenzowana zresztą pozytywnie przez Karpowicza, może trochę zbyt kobieca, pod koniec męczy i nuży... ale ja w sumie nie o tym. Naiwne to myślenie: napisać książkę nie nastawioną na komercyjny sukces i oczekiwać tysięcy na koncie. Naiwne to myślenie: narzekać na stan czytelnictwa, który jednak nic nie zmienia. Naiwne to myślenie: chcieć pieniędzy za swoją pracę.
Za głupi uznaję argument przywołujący postać – wybitnego skąd inąd pisarza – Joyca, który za swego "Ulisessa" dostał tyle co nic. Chyba w sumie nic. Bo pisarz, to musi być teraz robot. W dobie Kingi Rusin i Kasi Cichopek zgarniających miliony ze sprzedaży pisarz musi być człowiekiem zaginającym dobę. Pracującym, piszącym na zamówienie, piszącym dla siebie, mającym zainteresowania, czas na rodzinę, podróże , nie narzekający. Niczego nie chcącym. Głupotą jest to, że pisarz ze sprzedaży książki dostaje 10% zysku. To się w głowie nie mieści.I tak sobie myślę, że problem nie leży ani w Malanowskiej, ani w nie czytających Polakach ani w kiepskim stanie literatury i gustu tylko właśnie w tym. W zarobkach przeciętnego Polaka też, nie ukrywajmy, ale ja nie powinnam o tym, ja powinnam milczeć. Żart za Sobolewską:
- Czym się zajmujesz? - Jestem pisarzem. - No tak, ale jak zarabiasz na życie?”.
Jak pisać, panie premierze, jak pisać?

Zostało jedno – pisanie traktować jak inwestycję, nie płakać i się nie użalać. Marży empikowskiej tak łatwo się nie zmieni, stanu czytelnictwa w Polsce też nie.